Żyj nieszablonowo - odcinek 5

Żyj nieszablonowo - odcinek 5

W Wielki Czwartek polecamy serdecznie lekturę wywiadu z Dyrektorem KOSM – Ks. Szymonem Daszkiewiczem, który jest bohaterem 5 odcinka naszej serii „Żyj nieszablonowo”. 

Księdzu Szymonowi życzymy w tym szczególnym dniu kapłańskiego święta Bożej Miłości, zdrowia, ludzkiej życzliwości i małych radości każdego dnia!

Agnieszka Oses: Gościem kwietniowego odcinka „Żyj nieszablonowo” jest Ks. Szymon Daszkiewicz – Dyrektor Szkoły Katedralnej. Witam Księdza serdecznie.

Spotkanie z ludźmi nieszablonowymi, czyli ten nasz nowy nurt w spojrzeniu na uczniów, ale też jak się okazuje na nauczycieli, dyrekcję Szkoły, sprawia, że mówimy o pasjach, bo to przede wszystkim nasze pasje sprawiają, że stajemy się nieszablonowi. Ja chciałabym poprosić Księdza na początek – bo pewnie nie wszyscy wiedzą – jak doszło do tego, że ta pasja – jaką jest miłość do muzyki – otworzyła bramy do stworzenia naszej Katedralnej. Bo ona przecież z pasji i marzenia ujrzała światło dzienne.

Szymon Daszkiewicz: W ogóle to ja panią podziwiam, że pani się decyduje na rozmowę ze mną i wyciąganie czegoś ode mnie, bo tak to chyba będzie wyglądało, że będzie musiała Pani co nieco ze mnie wyciągnąć. Nie cierpię na słowotok i jestem raczej intro- niż ekstrawertykiem. Będzie to więc nieco panią kosztowało:) Nie wiem, dlaczego pani akurat do mnie się zwraca?

A.O.: Bo uważam, że jako osoba duchowna, ale też jako człowiek – jest Ksiądz nieszablonowy. Myślę, że trafiłam pod właściwy adres 🙂

Ks. Sz.D.: Dobrze, skoro pani tak uważa, to możemy kontynuować tę rozmowę, bo ja nie widzę w sobie tej nieszablonowości :). Pytała pani o początki… Ja chciałem być księdzem, to jest początek. Chciałem być księdzem normalnym – że tak powiem, ale to, co mnie pociągnęło do kapłaństwa to jest liturgia, ściślej mówiąc – muzyka w liturgii. Od dzieciństwa zwracała moją uwagę, zupełnie nieświadomie. Po latach sobie to poukładałem i wyszło na to, że to ta muzyka w liturgii, ona właśnie, mnie pociągnęła do pójścia do seminarium. Ale nie myślałem wtedy o jakiejś drodze muzycznej, absolutnie nie.

Muzyka w liturgii jest rzeczą niezwykłą. Wiadomo, że w kościele mamy do czynienia z różnymi dziedzinami sztuki, począwszy od architektury, przez rzeźbę i malarstwo, natomiast muzyka spełnia rolę zupełnie inną. Muzyka nie jest oprawą, nie jest jakimś dodatkiem, muzyka liturgię tworzy. Stanowi jej integralną część. Tak to jest w tych najważniejszych dokumentach kościelnych ujęte.

Będąc w seminarium, zostałem „wyłowiony” jako ten, który ma jakieś zdolności muzyczne i poszło potem wszystko w tym kierunku. To jest piękne, że mam możliwość realizowania tego, co jest moim zamiłowaniem, chociaż wiem, że zasługa moja w tym żadna. Tak po prostu życie się potoczyło, tak Pan Bóg chciał, tak mną pokierował, że robię w życiu to, co sprawia mi radość, co daje mi satysfakcję, będąc księdzem.

Jeszcze jako kleryk zajmowałem się dyrygowaniem z polecenia mojego przyjaciela i poprzednika – księdza Zdzisława Bernata. On powoli przekazywał chór w moje ręce. No a kiedy zacząłem samodzielną pracę z chórem, widziałem, że potrzebne są pewne zmiany, że trzeba zacząć myśleć o chórze inaczej niż w minionych dekadach. I przyszedł ten pomysł na szkołę. Widząc dobro, które dzieje się w Chórze Katedralnym – z dziećmi, z rodzicami, pomyślałem sobie, że trzeba by to trochę rozszerzyć. Tak, by to oddziaływanie ukierunkować nie tylko na grupę chóralną, ale także na szersze grono szkolne. Szkoła daje możliwość przygotowania śpiewaków, ale też to szansa oddziaływania na młodych w duchu takim, jaki był i jest obecny w Chórze. Tak doszło do myślenia o stworzeniu szkoły. W skrócie oczywiście. Pan Bóg chciał, by ta szkoła powstała, inaczej by jej nie było. Przeciwności nie brakowało. Ja taką myśl o założeniu Katedralnej przedstawiałem kolejnym Arcybiskupom Poznańskim, dopiero za trzecim razem ta idea została podjęta i doprowadzona do szczęśliwego finału.

A.O.: Czy Ksiądz wyobraża sobie, jak wyglądałyby Księdza losy, gdyby nie historia z Chórem, gdyby nie było Katedralnej? Czy to możliwe, by zobaczyć alternatywę dla Ks. Szymona Daszkiewicza – bez KOSM, dla zupełnie innego kapłańskiego życia?

Ks. Sz.D.: Szczerze powiem, że w tej chwili już nie. Nie wyobrażam sobie, by to działo się inaczej, niż to było mi do tej pory dane. Oczywiście mówię to z perspektywy prawie 30 lat pracy z Chórem. To jest szmat czasu taka działalność. Bo jeśli chodzi o Poznański Chór Katedralny – jestem najdłużej urzędującym – do tej pory – dyrygentem. W tej chwili nieraz się zdarza (bo księży jest mniej), że są powoływani na stanowiska proboszczowskie koledzy, młodsi ode mnie, ale nie należący do grona młodych kapłanów. Tak się zastanawiam, czy byłbym w stanie taką funkcję pełnić. I nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, za duże byłoby to wywrócenie porządku, zbyt radykalna zmiana.

A.O.: Piękne jest to, że pasja pozwoliła Księdzu – przy pomocy innych ludzi także, rzecz jasna, i za Bożym pozwoleniem – urzeczywistnić marzenie. Chciałabym w tym momencie zapytać o drugie wielkie zamiłowanie Księdza – górskie wyprawy. Czym są dla Księdza, co wnoszą w codzienne życie?

Ks. Sz.D.: To nic niezwykłego, wielu ludzi kocha góry i często je odwiedza. Dla mnie góry to nie tylko czyste powietrze i oddech, ale szkoła życia. Pewnie to truizm. Istnieje kilka rzeczy, które pomogły mi w życiu – chodzenie po górach, gdzie nauczyłem się, że jestem z ludźmi, ale mogę być sam. Jestem z przyjaciółmi i bliskimi – lubię to i lubię moją samotność. Potrzebuję czasu na przemyślenia i refleksje, ale nie mogę być wciąż sam. Muszę wiedzieć, że mam wokół siebie życzliwych ludzi, przyjaciół, że mam z kim porozmawiać, ma mi kto zwrócić uwagę: co robię źle, co robię dobrze. Tego nauczyły mnie góry. Wspinanie się, męczarnia wchodzenia, satysfakcja wejścia na szczyt, powiew wiatru – to jest nauka, że tak jest w życiu. Wyprawa, podczas której jest ciężko, trudno – czasem nawet nie chce się wyjść z domu – ale potem przełamanie własnej niechęci sprawia nam radość. Trudną do opisania – bo niby z czego? – słońce, chmury, szczyt, wiatr – niby zwyczajnie, można było przewidzieć, że tak będzie. A tymczasem to zachwyca…

W tej chwili wyprawy nie dotyczą szczytów i szlaków najwyższych, najtrudniejszych. Chodzę raczej dolinami i ścieżkami pod reglami, a najwyżej nieco nad reglami, ale zawsze pozostaje mi ta radość, że idąc z kimś, mogę pokazać i powiedzieć – wznosząc palec ku górze – że: O, tam byłem, tam chodziliśmy! Pozostają piękne wspomnienia.

A.O.: Pamięta Ksiądz jakąś niebezpieczną górską przygodę?

Ks. Sz.D.: Nic nadzwyczajnego. Ot, burza, która zaskoczyła mnie na grani i trzeba było schodzić. Skończyło się tym, że byłem przemoczony potwornie, kilka razy poślizgnąłem się i upadłem, ale już w takich miejscach bezpiecznych. Poza tym nic więcej.

Orla Perć jest trasą niebezpieczną, ale kiedy nią chodziłem, byłem jeszcze sprawny, silny, młody. Żadne łańcuchy i drabinki nie były mi straszne. Zimą natomiast nigdy nie wchodziłem wyżej niż to było dozwolone.

A.O.: Muzyka, góry – czy jeszcze o jakichś pasjach Ksiądz by wspomniał?

Ks. Sz.D.: Moją pasją – może mniej znaną – są szachy. Od małego chłopca jestem szachistą, nauczył mnie tej gry mój tata. Jestem mu za to bardzo wdzięczny, bo szachy nauczyły mnie takiego myślenia do przodu, przewidywania, cierpliwości, przekalkulowywania, kombinowania, ale kładę szczególny nacisk na: widzenie do przodu tego, co się dzieje. Jak może się coś ułożyć?

A.O.: Grywa Ksiądz w szachy niezmiennie?

Ks. Sz.D.: Tak, może niezbyt często, ale tak. W dzieciństwie miałem na koncie małe szachowe sukcesy. Chórzyści wiedzą o tym, bo podczas wyjazdów rozgrywamy turnieje i chętnie biorę w nich udział.

A.O.: Wiem, że jest ksiądz smakoszem. Zastanawiam się, czy jest w Księdzu także pasja gotowania, czy raczej jedynie chęć smakowania potraw z różnych zakątków świata?

Ks. Sz.D.: Na pewno rozpoczęła się moja przygoda z kuchnią od podróży. I właśnie poszukiwania smaków. Wychodziłem z założenia, że tam, gdzie jestem, chcę spróbować rodzimej kuchni. I nigdy się nie zawiodłem. To jest coś pięknego. Natomiast potem przeniosło się to – niestety muszę powiedzieć – do mojej działalności kulinarnej w domu. Nie mam czasu ani możliwości, i odpowiednich często produktów, które pozwoliłyby mi na kombinowanie z potrawami, ale staram się wciąż szukać nowych smakowych doznań.

A.O.: Czy istnieje jakieś charakterystyczne danie Ks. Szymona – spécialité de la maison?

Ks. Sz.D.: Raczej nie, bo poszukuję różnorodności – poczynając od prostych zup, do których od pewnego czasu wykorzystuję Termomix, świetne urządzenie (nie chciałbym uprawiać tu kryptoreklamy), pozwalające mi na odważne działania w kuchni, poprzez dania rybne po mięsne.

A.O.: Czyli popisowego numeru kulinarnego żadnego Ksiądz nie ma?

Ks. Sz.D.: Są tacy, którzy kojarzą mnie z zupą rybną. Warzywa, przyprawy i biała ryba – dorsz. On się sprawdza najlepiej. Papryka w różnych kolorach, zioła. Pikantna…

A.O.: Czy są takie pasje, którym pozostaje Ksiądz wierny podczas pandemii? Na czym spędza Ksiądz czas?

Ks. Sz.D.: Mam więcej czasu na czytanie książek. Korzystam z czytnika, co daje mi sporo możliwości lekturowych. Spędzam więcej czasu – niestety – w kuchni, przymuszony niejako, bo nie mamy szkolnej stołówki. Musiałem się tu uaktywnić. A kiedy mam możliwość, wyjeżdżam w ukochane góry.

A.O.: Jakie góry ukochał Ksiądz najbardziej?

Ks. Sz.D.: Tatry. One są mi najbliższe. Są najbogatsze – zapewniają mi to, co mogę znaleźć w Bieszczadach, w Sudetach i to, co charakterystyczne dla alpejskich gór.

A.O.: Ma Ksiądz swoje stałe miejsce zakwaterowania?

Ks. Sz.D.: Tak, mam miejsce, które zawsze na mnie czeka, od lat niezmiennie to samo.

A.O.: Czy nie brakuje Księdzu muzyki podczas pandemii?

Ks. Sz.D.: Na początku to był z pewnością odpoczynek, nie ukrywam tego. Od ciągłej pracy, bo praca z chórem chłopięcym jest charakterystyczna i niepowtarzalna. Ciągle na nowo. To nie zespół, który się ustabilizuje i ma przygotowany repertuar, i w każdej chwili może go wykonać. Jest to zespół, który nieustannie pracuje od nowa. Chłopcy przychodzą, zmieniają głos, odchodzą, przychodzą następni i to jest bardzo trudne, ale i piękne. Bo za każdym razem można zrobić utwór inaczej. Mówię to chłopcom często, że wciąż tworzymy muzykę na nowo. Kiedy pandemia się przedłużała, trudno mi było odnaleźć się w tym, że w Katedrze odbywa się liturgia bez naszego udziału, bez muzyki, do której byłem przez dziesięciolecia przyzwyczajony. No i tak to trwa. Odżyliśmy trochę na początku roku szkolnego. Wróciliśmy do obowiązków, do realizacji chóralnych planów, ale trwało to półtora miesiąca i znowu wszystko się zakończyło. I teraz trwamy w zawieszeniu – to trudne. Żyję wspomnieniami. Jeden z naszych chórzystów zebrał kolekcję filmów z naszych wyjazdów, pojawiają się na YouTube, tam często zaglądam. Z nadzieją, że lada dzień wrócimy do naszego rytmu szkolnego życia.

A.O.: Co Księdza pasjonuje w drugim człowieku?

Ks. Sz.D.: Myślę, że nic tu odkrywczego nie powiem. Lubię ludzi autentycznych, nie lubię sztuczności, gry. Wybieram szczerość. Lubię ludzi, którzy w kulturalny sposób potrafią mi zwrócić uwagę, kiedy coś robię źle, ale podkreślić też moje dobre działania. Lubię ludzi mądrych, takich, z którymi mogę porozmawiać – nie dlatego, że uważam siebie za jakiegoś wybitnego mędrca czy intelektualistę, ale chcę rozmawiać z ludźmi i poznawać ich poglądy na wiele spraw. Chętnie wysłuchuję innych, jestem nawet bardziej nastawiony na słuchanie niż mówienie.

A.O.: Teraz miałam Księdza zapytać, dlaczego według Księdza uznałam Księdza za osobę nieszablonową, choć Ksiądz już na początku zaznaczył, że taki się nie czuje. Nie będę do tego wracać…

Ks. Sz.D.: Pamiętam, że kiedy ja wybierałem się – jeszcze będąc wychowawcą – prefektem w seminarium – zimą na narty (dla mnie to było zresztą zupełnie normalne), klerycy, gdy widzieli, że pakuję do samochodu sprzęt narciarski, mówili: Jak to? Poważny Ksiądz, nasz opiekun, a wybiera się na narty? Nie rozumiałem ich zdumienia. Tak, ja lubię narty, szachy, lubię też boks.

A.O.: No właśnie, znowu zaskoczenie… Uprawiał Ksiądz boks?

Ks. Sz.D.: Nie, do tego jeszcze nie doszło 🙂 W szachy gram, a boks klasyczny oglądam, obserwuję.

A.O.: Czy jeszcze jakaś sportowa tajemnica istnieje w Księdza życiorysie?

Ks. Sz.D.: Grałem kiedyś w tenisa ziemnego, w stołowego również – tu miałem też niezłe wyniki w różnych rozgrywkach i zawodach.

A.O.: Będę się zatem upierać przy swoim – gościem cyklu „Żyj nieszablonowo” jest właściwa Osoba!

Gdyby Ksiądz miał do rozstawienia pięć życiowych drogowskazów dla naszej szkolnej uczniowskiej gromadki – co byłoby na nich zapisane?

Ks. Sz.D.: Pierwszy drogowskaz brzmiałby: Trzeba trzymać się drogowskazów. Nie wiem, czy on nie byłby najważniejszy. Drugi – wiara, trzeci – wiedza, czwarty – dobro – właściwie rozumiane, gdzie jest szacunek dla drugiego człowieka, szacunek do samego siebie. Przede wszystkim w życiu muszą być zasady – drogowskazy dobrze poustawiane, z namyłem i rozwagą. Konsekwentnie według nich trzeba kroczyć. To dotyczy porządku moralnego, zdrowego kręgosłupa.

A.O.: Kiedyś powiedział Ksiądz ciekawą myśl, która zapamiętałam: „Nie szukaj wymówki, szukaj sposobu”. Pamięta Ksiądz? Czy ona mogłaby być piątym drogowskazem?

Ks. Sz.D.: Tak, z pewnością. Jeżeli będziemy uniknąć trudu i mozołu, by do czegoś dojść – czyli szukali wymówki – to nici z naszego działania. Trzeba szukać sposobu, jak realizować wyzwania, marzenia, pasje.

A.O.: Czy jest coś takiego, co chodzi Księdzu po głowie jako marzenie, pragnienie do zrealizowania, coś niespełnionego, co w sercu cicho woła, rwie?

Ks. Sz.D.: Podróże rwały mnie zawsze i jeszcze rwą:) Dopóki starczy mi sił i środków, będę podróżował. Fascynuje mnie od zawsze Syberia – ale nie wiem, czy podołałbym, to wymagająca wielu poświęceń przestrzeń. Drugi kierunek to kraje skandynawskie. I na stare lata – wygrzałbym się bardzo w słońcu hiszpańskim.

Chętnie rozwinąłbym jeszcze Szkołę – chciałbym zapewnić więcej przestrzeni dla naszych działań, może wtedy można by się pokusić o drugi stopień szkoły muzycznej. Ale brak nam dobrych warunków lokalowych. Myślę tutaj o istniejącym na boisku budynku do wykorzystania.

A.O.: Co by Księdza uszczęśliwiło w 2021 roku?

Ks. Sz.D.: Gdyby się okazało, że pandemia nas nie wykończyła i że wyciągamy z niej jakieś pozytywne wnioski. To nie dzieje się przypadkowo, że znajdujemy się w takiej sytuacji. Doświadczenie trudne, ale mądrość będzie polegała na tym, jakie wnioski potrafimy z tego przeżycia wyciągnąć dla nas. Osobiście uważam, że pandemia nauczyła nas bardzo dużo. Jeśli tylko stać nas na refleksję, na chwilę zastanowienia, możemy sporo dobrych przemyśleń i owoców z minionych dni wydobyć. Tego bym życzył wszystkim i sobie.

A.O.: Dziękuję nieszablonowo żyjącemu Księdzu Szymonowi Daszkiewiczowi 🙂 Mam nadzieję, że lektura tego wywiadu będzie przyjemną chwilą dla naszych uczniów, rodziców i współpracowników.

Ks. Sz.D.: Jeżeli tak będzie, to się będę cieszył :)… Dziękuję.